Gdy Tornado, nowa wadera, która uratowała Cindi'ego przed
utonięciem, przeszła koło mnie, przypomniał mi się pewien zapach. Zapach
wadery, w której jako dziecko się podkochiwałem... Czy to ta Tornado? Nie, nie
może być... A jednak podszedłem do niej.
- Em... Tornado, przypominasz mi pewną waderę z dzieciństwa.
Pozwól, że Cię o coś zapytam... Wiesz, gdzie miał bliznę mały Vane, którego
znałaś? Jeśli w ogóle...- nie dokończyłem, bo wadera odpowiedziała:
- Na brzuchu, koło lewej tylnej łapy.
- Och! Tornado, to jednak ty! Pamiętasz mnie?
- Vane? Ten Vane? Ty trollu!- tak zawsze wołała na mnie gdy
byliśmy dziećmi.
- Karlica!- zaczęliśmy się śmiać.
- Choć, pokażę Ci coś- powiedziałem, gdy wadera się
opanowała. Zaprowadziłem ją nad klif przy wodospadzie. Nagle zza krzaków
dobiegł szelest...
(Tornado?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz